O blogu

Niniejszy blog powstał z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, w pewnym momencie poczułem potrzebę posiadania własnego skrawka wirtualnej przestrzeni, w której mógłbym do woli publikować, porządkować i poddawać zewnętrznej ocenie swoje teksty.

Drugim, być może istotniejszym powodem, jest przygotowywana przeze mnie książka, roboczo zatytułowana „Leksykon filmów postapokaliptycznych”. Jej początki były dość chaotyczne – zaczęła powstawać bez ściśle określonego planu, w pewnym sensie jako moja „radosna twórczość”. Jednak z czasem wizja zaczęła się konkretyzować, a ja postawiłem sobie ambitne cele, mianowicie postanowiłem stworzyć publikację, której próżno szukać nawet na rynku anglojęzycznym – taką, która zawierałaby rozbudowane opisy/recenzje/analizy względnie wszystkich pełnometrażowych filmów postapokaliptycznych, jakie do tej pory powstały (względnie, a zatem z pewnymi ograniczeniami, o których opowiem w innym miejscu). Takie przedsięwzięcie ze zrozumiałych względów okazało się niezwykle czasochłonne.

Dziś, po wielu miesiącach pracy, z jednej strony mam już ogrom materiału, z którym chciałbym coś zrobić, ale z drugiej strony nie mogę tego jeszcze wydać jako książki, bowiem projekt nie został ukończony. A ponieważ w międzyczasie doszło mi kilka obowiązków prywatnych i zawodowych, prace nadal trwają.

Na szczęście między pisaniem do szuflady a publikowaniem książek istnieje obszar pośredni, który umożliwia dzielenie się swoją twórczością. Jest nim, rzecz jasna, blogosfera. I właśnie tutaj, na tym blogu, będę publikował teksty dotyczące przede wszystkim filmowej postapokalipsy – czasami w formie recenzji, jak w przypadku kina klasy B, czasami w formie analiz, jak w przypadku ambitniejszych dzieł, a niekiedy w jeszcze innej postaci.

Jednak nie ukrywam, że moje zainteresowanie kinem nie ogranicza się do filmowych przedstawień upadku cywilizacji, dlatego będą się tu pojawiać również artykuły poświęcone innym obszarom kinematografii. Bez względu na obrany w danym momencie temat, przyświecać mi będzie przyjęte z góry założenie – nawet jeżeli film jest zły (mam zresztą do takowych słabość), to wciąż pozostaje produktem kultury i już choćby z tego powodu posiada pewną wartość. Z tego powodu nie mam zamiaru poświęcać całych artykułów na narzekanie na to, że straciłem 90 minut swojego cennego życia (tracąc tym samym kolejne cenne chwile). Zamierzam wydobywać z filmów to, co w nich najlepsze.